Nie mam pojęcia, gdzie do cholery podziały się wszystkie zdjęcia z tego tygodnia.
Mam pewność, że zgrywałam je na komputer a potem na pendriv'a, ale ich nie ma. Jedno wielkie bum, zniknęły.
Nie mam kompletnie kiedy zabrać się za pisanie notek. Nigdy nie mam czasu albo po prostu nie mam do tego chęci, co jest mega dziwne w moim przypadku. Ostatnio wróciłam do czytania książek i na dobre mi to wychodzi..
Chociaż, że pokłóciłam się już ze wszystkimi możliwymi ludźmi, to w gruncie rzeczy nic mi nie pozostało.
No ale nic.. może zacznę od wtorku.
A tu znów mam mało zdjęć, bo nie wiem gdzie jest reszta, ale cóż.
Do Warszawy wyjechaliśmy około 16, jeszcze zdzwaniałam się z Martyną, że spotkamy się na miejscu i mam nadzieję, że odnajdziemy się tam w tym tłumie. Ale poszło nam to bez problemów, bo znalazła mnie gadającą z Saszi hahah, a gdzieżby indziej mogłabym być?
Przed wejściem do "klubu" (ja bym to tego tak nie nazwała, po prostu zwykłe soho factory, gdzie mój tata był mega zdziwiony jak to pod takim napływem dźwięków się nie rozleci, ale nie ważne) mieliśmy dość ostrą selekcję. Dostawaliśmy opaski: niepełnoletni (ograniczeni) - różowe, pełnoletni (full) - białe. Mając białą bransoletkę mogło się robić dosłownie wszystko, od głupiego wejścia na backstage (gdzie młodych nie wpuszczali) po zamawianie sobie drinków czy piw. Nie żebym się chwaliła, ale to oczywiste, że weszłam na białą opaskę:)
Będąc już w środku było jedno wielkie, huczne zamieszanie. Ci latali tam, dziewczyny szukały się wzajemnie, ktoś tam leciał jak głupi za Margaret, tu mój tata do mnie krzyczał, żebym zobaczyła jakie fajne zdjęcie sobie zrobił (tak, było to selfie z Dodą) a z drugiej strony krzyczał do mnie Jeremi, żebym podbijała do nich.
Całą galę przebawiłam się z nim i jego ekipą (np. była w niej nawet "Paula" z rodzinki.pl) a po gali dostałam od niego wejścióweczki na after, gdzie już bawiliśmy się z Dawidem czy Saszan. Mój snapchat wtedy był cały zaspamowany, aż w pewnym momencie rozładował mi się telefon i jednocześnie urwał film, hahha!
Obudziłam się o 15 następnego dnia u siebie w domu, więc musiało być rzeczywiście czad.
Mam pewność, że zgrywałam je na komputer a potem na pendriv'a, ale ich nie ma. Jedno wielkie bum, zniknęły.
Nie mam kompletnie kiedy zabrać się za pisanie notek. Nigdy nie mam czasu albo po prostu nie mam do tego chęci, co jest mega dziwne w moim przypadku. Ostatnio wróciłam do czytania książek i na dobre mi to wychodzi..
Chociaż, że pokłóciłam się już ze wszystkimi możliwymi ludźmi, to w gruncie rzeczy nic mi nie pozostało.
No ale nic.. może zacznę od wtorku.
A tu znów mam mało zdjęć, bo nie wiem gdzie jest reszta, ale cóż.
Do Warszawy wyjechaliśmy około 16, jeszcze zdzwaniałam się z Martyną, że spotkamy się na miejscu i mam nadzieję, że odnajdziemy się tam w tym tłumie. Ale poszło nam to bez problemów, bo znalazła mnie gadającą z Saszi hahah, a gdzieżby indziej mogłabym być?
Przed wejściem do "klubu" (ja bym to tego tak nie nazwała, po prostu zwykłe soho factory, gdzie mój tata był mega zdziwiony jak to pod takim napływem dźwięków się nie rozleci, ale nie ważne) mieliśmy dość ostrą selekcję. Dostawaliśmy opaski: niepełnoletni (ograniczeni) - różowe, pełnoletni (full) - białe. Mając białą bransoletkę mogło się robić dosłownie wszystko, od głupiego wejścia na backstage (gdzie młodych nie wpuszczali) po zamawianie sobie drinków czy piw. Nie żebym się chwaliła, ale to oczywiste, że weszłam na białą opaskę:)
Obudziłam się o 15 następnego dnia u siebie w domu, więc musiało być rzeczywiście czad.








