Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2015

fast.

Nic nie stoi w miejscu, wszystko się zmienia. To takie oczywiste. Człowiek uczy się przez całe życie popełniając często po kilka razy te same błędy. Bywa różnie: raz jest lepiej, raz gorzej, zazwyczaj gdy wydaje się, że jest źle- okazuje się to być zaledwie przedsmakiem tego co może nas czekać. Życie to dziwna sprawa. Cenny i jednocześnie momentami znienawidzony przez nas dar. Najważniejsze są w nim momenty szczęścia lub przynajmniej piękna a to z kolei można odnaleźć nawet w cierpieniu. Należy zwracać przede wszystkim uwagę na bliskich sobie ludzi, którzy zasługują na uwielbienie, pomoc i szacunek. Nawet gdy potem okazują się kłamcami i śmieciami, warto okazywać dobro i znaleźć dla nich czas...  Jakie to smutne. W obecnych czasach wymaga się od nas tak wielu rzeczy, bez względu na nasz wiek. Jest tyle spraw do załatwienia, praca czy też szkoła, dziecko, bliskie osoby, którymi trzeba się opiekować, badania lekarskie, głosowania, dodatkowe pasje typu pływanie.. - mnóstwo...

weekend! :)

Wszystko robię ostatnio z opóźnieniem, nawet notki piszę kilka dni (teraz nawet kilkanaście) po jakimś wydarzeniu..  Ale byłam w długi weekend majowy nad morzem. W środę się dowiedziałam, że jednak jedziemy i w środę w nocy już byliśmy w drodze.. W sumie to tylko kilka dni, ale jakże potrzebnych!  Ale mimo to, nie często lubię wyjeżdżać.  Wyjazdy kojarzą mi się z zostawieniem wszystkiego i pożegnaniem się z tym. Nie lubię pożegnań.  Nawet takich tymczasowych. Łatwo przywiązuję się do ludzi, rzeczy, miejsc..  Zmieniają mnie, zostawiając cząstkę siebie gdzieś w głębi mojej duszy. Zawsze kiedy gdzieś wyjeżdżam, zostawiam też w danym miejscu cząstkę siebie, i potem tęsknię. Jednocześnie – kiedy jestem już w domu, marzę o tym żeby być „tam”. Jednak czasem można mieć wszystkiego, a zwłaszcza domu i swojego uroczego osiedla, dość. I ja mam właśnie dość.  Ostatnio wszystko co robię, robię źle. W szkole nie idzie mi rew...

finał!

Troszkę już czasu minęło, prawda?  25 kwietnia - finał celebrity splash.  Dziwnie by było, gdybyśmy tam nie wpadli i nie siedzieli na widowni.  W sumie to od początku było mówione, że na finale będziemy na pewno, bo wspierać Saszi będziemy zawsze.  Więc cóż, pojechaliśmy.  (wiem kochanie, zabijesz mnie za to zdjęcie) Mieliśmy szczęście, że na finał jechała też Marysia z jej mamą, więc mieliśmy zagwarantowany transport w dwie strony autem, praktycznie spod domu - pod sam dom, także lepiej nam się trafić chyba nie mogło.  Wyjechaliśmy z Łodzi około 14, najdłużej to nam zajęło przebicie się przez całą Łódź i wydostanie się z tego miasta, potem już poszło szybko.  Cieszyłam się na ten Poznań bardziej niż na inne, ze względu na Klaudię, baaardzo chciałam się z nią w końcu zobaczyć.  To, co się działo w aucie to jedno wielkie "AHAHAHAHAHHA" i to w dosłownym znaczeniu tego zwrotu. Chyba nie było mome...