Przejdź do głównej zawartości

weekend! :)


Wszystko robię ostatnio z opóźnieniem, nawet notki piszę kilka dni (teraz nawet kilkanaście) po jakimś wydarzeniu.. 




Ale byłam w długi weekend majowy nad morzem. W środę się dowiedziałam, że jednak jedziemy i w środę w nocy już byliśmy w drodze.. W sumie to tylko kilka dni, ale jakże potrzebnych! 





Ale mimo to, nie często lubię wyjeżdżać. 
Wyjazdy kojarzą mi się z zostawieniem wszystkiego i pożegnaniem się z tym.
Nie lubię pożegnań. 
Nawet takich tymczasowych. Łatwo przywiązuję się do ludzi, rzeczy, miejsc.. 
Zmieniają mnie, zostawiając cząstkę siebie gdzieś w głębi mojej duszy. Zawsze kiedy gdzieś wyjeżdżam, zostawiam też w danym miejscu cząstkę siebie, i potem tęsknię. Jednocześnie – kiedy jestem już w domu, marzę o tym żeby być „tam”. Jednak czasem można mieć wszystkiego, a zwłaszcza domu i swojego uroczego osiedla, dość. I ja mam właśnie dość. 
Ostatnio wszystko co robię, robię źle. W szkole nie idzie mi rewelacyjnie, co nie znaczy, że jest całkiem źle. Jednak prześladuje mnie pech. Ostatnio jestem wulkanem wszelkich emocji, szybciej puszczają mi nerwy, wszystkie dramaty życiowe i filmowe przeżywam płacząc, jednocześnie gdyby ktoś mnie lekko zdenerwował – stałabym się prawdziwym potworem, nastroje zmieniają mi się jak rękawiczki – raz śmieję się z nie wiem czego, za chwilę mam ochotę się pociąć. Gorzej niż jak miałam 12 lat :) 
Relaks jest mi więc potrzebny. Nawet bardzo.






 Niedawno w pewnym sklepie z ciuchami moja mama wyszperała z półki koszulkę z napisem „I’m not easy, but we can discuss about it..” i oczywiście nie do końca zrozumiała co napis ów oznacza :) Po tym jak wytłumaczyłam jej przesłanie bluzki, pojawiło się w mej chorej głowie przekonanie, że ten napis świetnie odzwierciedla moje wakacyjne życiowe podejście :) 






Majówka to na prawdę świetny czas, co roku gdzieś wyjeżdżam i wcale tego nie żałuję. Znaczy wiadomo, wolałabym zabrać ze sobą kilku moich znajomych, bo bez nich to nie to samo, ale wiem, że to praktycznie ostatni moment na wyjazd gdziekolwiek z rodzicami. 
Za rok kończę 18 lat, jestem pewna, że skończą się wakacje z nimi czy właśnie weekendy na wyjazdach. Podejrzewam, że jednak będę wolała wyjechać gdzieś z przyjaciółmi i się świetnie bawić.. 







Ogólnie właśnie jestem chora, nie mam siły do życia. 
Leżę dziś w domu, bo nie miałam siły rano nawet wstać z łóżka. A na prawdę, chciałam iść do tej szkoły, chociażby z powodu sprawdzianu z edb.. Pewnie udałoby mi się większość ściągnąć bez uczenia się czegokolwiek i dostałabym nawet tą głupią dwóję, która dla mnie jest mega wystarczająca, ale cóż, nie dałam rady.. 






A przy okazji, super, że robi się tak ciepło na dworze. Mam zamiar zacząć znów biegać, bo na zimę przerwałam. Mega mi się to przyda, czas w końcu się za siebie zabrać. 
I znów rezygnuję z fast foodów, tak, na prawdę. 
Koniec z b-smartami czy hamburgerami, zrobiłam błąd że do nich wróciłam, więc czas zastopować. Crushery, frztki czy kawa z maka zostają, ale wszystko co posiada w sobie mięso kategorycznie wyrzucam z menu, cóż, kiedyś trzeba.