Nic nie stoi w miejscu, wszystko się zmienia. To takie oczywiste. Człowiek uczy się przez całe życie popełniając często po kilka razy te same błędy. Bywa różnie: raz jest lepiej, raz gorzej, zazwyczaj gdy wydaje się, że jest źle- okazuje się to być zaledwie przedsmakiem tego co może nas czekać. Życie to dziwna sprawa. Cenny i jednocześnie momentami znienawidzony przez nas dar. Najważniejsze są w nim momenty szczęścia lub przynajmniej piękna a to z kolei można odnaleźć nawet w cierpieniu. Należy zwracać przede wszystkim uwagę na bliskich sobie ludzi, którzy zasługują na uwielbienie, pomoc i szacunek. Nawet gdy potem okazują się kłamcami i śmieciami, warto okazywać dobro i znaleźć dla nich czas...
Jakie to smutne. W obecnych czasach wymaga się od nas tak wielu rzeczy, bez względu na nasz wiek. Jest tyle spraw do załatwienia, praca czy też szkoła, dziecko, bliskie osoby, którymi trzeba się opiekować, badania lekarskie, głosowania, dodatkowe pasje typu pływanie.. - mnóstwo rzeczy pochłania nam czas i energię, daje czasami satysfakcjonujące zajęcie ale też wyrywa nam tą chwilkę spokoju i uroczych momentów, w których to można pomarzyć sobie zwyczajnie o czymkolwiek i po delektować się chwilą. Wymaga się od nas dużo rzeczy, sami też narzucamy sobie tempo dążąc do zrobienia wielkiej kariery.. Pracoholizm stał się niezwykle powszechnym zjawiskiem. Znam bardzo dużo ludzi, którzy zapomnieli (jeżeli kiedykolwiek wiedzieli), co liczy się w życiu najbardziej. Rano wstają by udać się do pracy, potem czekają ich służbowe kolacje, basen, oglądanie meczy z kumplami w pubach, podrywanie panienek „na jedną noc”... bo gdzie tu znaleźć miejsce dla tej jednej kobiety, gdy nie można, czy raczej nie chce się nic z siebie dać.. To taki egoizm, który mnie przeraża. Jest to tak w zasadzie krzywdzenie samego siebie.
Kiedyś przyjdzie taki moment, gdy ludzie wiecznie zapracowani obudzą się i zobaczą obok pustą poduszkę lub ewentualnie obślinionego kundla, którego kupli sobie by nie czuć się tak bardzo samotnymi; taka chwila, gdy nie będą mogli pójść już do pracy bo będą za starzy na jej wykonywanie, gdy nie będą mogli odwiedzić przyjaciół bo większość z nich dawno zostanie pochowana we wnętrzu ziemi ani spotkać dzieci i wnuków, bo przecież w ciągu całego życia mieli za mało czasu i ochoty żeby je spłodzić.
Wszystko jest takie fast i wyprute z głębszego sensu. Fast sex, fast food, fast… można wymieniać miliony takich drobiazgów, które czynią tak naprawdę ludzi kalekami i pozbawiają życie dobrego smaku. Niektórych ludzi, rzecz jasna.
Trwogę wzbudza też brak zasad, jakiejkolwiek chęci zaangażowania się w cokolwiek za wyjątkiem własnej kariery.. Wszystko mknie, każdego dnie coś trzeba koniecznie zrobić, daty w kalendarzykach ścigają nieubłaganie.. Nie ma momentu dobrego na zastanowienie się nad własnym życiem.
A może jest, tylko nie chce się go dostrzec... i zaznacza się kolejną sprawę do załatwienia w kalendarzu.
Ja również staję się ofiarą braku czasu, na szczęście nie z własnej winy. Przerasta mnie powoli nadmiar bagażu jaki będę musiała udźwignąć na swoich plecach tego roku. Najpierw nic-nierobienie przez tak długi okres czasu, a teraz milion upierdliwych obowiązków.. Istnieje też plus w tym wszystkim: naprawdę nie mam kiedy rozmyślać o rzeczach, którymi nie chcę zaprzątać sobie głowy..












