Troszkę już czasu minęło, prawda?
25 kwietnia - finał celebrity splash.
Dziwnie by było, gdybyśmy tam nie wpadli i nie siedzieli na widowni.
W sumie to od początku było mówione, że na finale będziemy na pewno, bo wspierać Saszi będziemy zawsze.
Więc cóż, pojechaliśmy.
(wiem kochanie, zabijesz mnie za to zdjęcie)
Mieliśmy szczęście, że na finał jechała też Marysia z jej mamą, więc mieliśmy zagwarantowany transport w dwie strony autem, praktycznie spod domu - pod sam dom, także lepiej nam się trafić chyba nie mogło.
Wyjechaliśmy z Łodzi około 14, najdłużej to nam zajęło przebicie się przez całą Łódź i wydostanie się z tego miasta, potem już poszło szybko.
Cieszyłam się na ten Poznań bardziej niż na inne, ze względu na Klaudię, baaardzo chciałam się z nią w końcu zobaczyć.
To, co się działo w aucie to jedno wielkie "AHAHAHAHAHHA" i to w dosłownym znaczeniu tego zwrotu. Chyba nie było momentu, w którym ktoś się nie śmiał, śpiewał czy robił Bóg wie co innego. Na prawdę, było genialnie. #wesołeauto
Dojechaliśmy do Poznania i poszliśmy stanąć w gigantycznej kolejce.
Cóż, stwierdziłam, że nie ma kompletnego sensu tam stać, więc przecisnęłam się przez ludzi prosto do bramek, ogarnęłam co i jak i znaleźliśmy z Kamilem tatę Saszan, któremu udało załatwić się nam wejściówki na strefe Saszki, więc było okej.
Spotkałam się tam jeszcze z Klaudią, mamą Saszi, Anią, Wrzosek, Radkiem i innymi osobami z grupy ♥
Mieliśmy miejsca nad samymi jurorami, więc chyba lepiej być nie mogło. Wystarczyło się wysunąć aby stać dosłownie nad nimi i widzieć wszystkich uczestników programu tuż przy nas.
Na termach jak zwykle temperatura dała się we znaki, i cieszę się, że wpadłam na pomysł zabrania krótkich spodenek, które tam założyłam a potem wracałam już w nich do Łodzi.
I tradycyjnie, Saszan na wieży - ja przeżywam to co najmniej 5 razy mocniej niż ona.
Jezu, jaki to jest stres gdy widzisz ją tam skaczącą na żywo..
Ale.. była najlepsza, to fakt.
Z jednej strony cholernie mi ulżyło, że ten program już się kończy, bo tyle co ja się tam za nią nastresowałam, to przechodzi ludzkie pojęcie, a z drugiej strony jest mi mega smutno.
Już nie będzie trzeba co soboty doładowywać konta, aby wysyłać po 10 smsów, już nie będzie trzeba starać się o wejściówki w konkursach, nie trzeba będzie prosić rodziców o zgodę na jazdę do Poznania.. to wszystko jest jakieś bezsensu.
Ci, którzy nie byli tam ani razu, nie przeżyli tego na żywo pewnie nawet nie wiedzą o czym ja tu mówię, ale cóż, właśnie taka jest prawda..
Będziemy tęsknić za tym miastem.
W końcu Poznań - miasto doznań.
Najgorszy był fakt, że nasze iphony mają bardzo słabą wytrzymałość baterii.
No kurczę, już podczas programu miałam 30% baterii, a wychodząc stamtąd niecałe 10.
Starczyło mi to jakiś kawałek drogi w aucie, potem telefon padł, ups.
Właśnie, wracając z Poznania wjechaliśmy po coś do jedzenia do mcdonalda.
Zgadnijcie teraz za ile złotych zrobił tam zakupy Kamil...
Jedyne 50 złoty i 20 groszy!
Boże, on tam miał dosłownie wszystko ahahaha, ale no cóż...
Wracając już wszyscy mieli jeszcze większą fazę niż w tamtą stronę.
Gdybym miała to wszystko opisywać, to by mi chyba zabrakło czasu, ale nam na pewno nie zabrakło naszego własnego Justina Biebera, ahahahah, i Kamila, duszącego się ze śmiechu, a nikt nie wiedział z czego on się tak śmieje i śmialiśmy się z niego samego :D
Było zajebiście, dziękuję:( ♥
.jpg)





















.jpg)





















