Słońce, które dokładnie ogrzewa każdą część ciała tak, że przybiera niedługo odcień brązu.
Wiatr, który ledwo co szumi w oddali, w koronach drzew tak, że prawie go nie czuć.
Woda, której fale w morzu odbijają się o brzeg.
Piasek, który swoim ciepłem parzy w stopy.
Krótkie spodenki, strój kąpielowy i koc, leżąc na plaży pod parasolem.
Myśli, które ulatniały się wraz z nowymi pomysłami.
Brak zmartwień, czysta radość z kolejnych dni.
Ciele noce, zachody słońca i zimne piwo w dłoni.
Nocne spacery z tą najważniejszą osobą, trzymając się za ręce i wiedzieć, że to jest to, czego chce się zawsze.
Tak, właśnie o tym marzę, moglibyśmy cofnąć się chociaż z miesiąc do tyłu?
Ale nie, no pewnie, przyszła rzeczywistość. Codzienne wstawanie o świcie do szkoły, wychodzenie z domu jak jest ciemno i zimno. Jeszcze troszkę i będziemy wstawać jak jest ciemno i wracać do domu również po ciemku.
Codzienne sprawdziany, kartkówki, pytania, stek prac domowych, powtórzeń do matury.
Gdzie w tym czas dla nas samych? Dla życia towarzyskiego?
Nie ma, uwierzcie mi. Ja już teraz, a mamy dopiero październik, odczuwam presje matury.
Ten rok będzie jednym z gorszych i najcięższych.
Ten rok będzie jednym z gorszych i najcięższych.
Um, znów siedzę z kubkiem ciepłej herbatki przy laptopie, wtulona w cieplutki koc i nie oddalając się od kaloryfera. Czy to już rzeczywiście ten czas, w którym zupełnie pożegnałam się z moim cieplutkim słoneczkiem? :(
Jeszcze tydzień temu byłam w Sopocie.. uwierzcie mi, jeden z najlepszych weekendów ostatniego czasu. Jest coś piękniejszego niż słońce i ciepło na dworze w październiku? Niż widok morza, mola, piasku? Śniadań i kolacji z najważniejszą osobą? Zasypianie z nim i budzenie się przy nim?
Nie ma. Mati to najlepsza osoba, która mi się w życiu przytrafiła.
A dacie wiarę, że zaczęło się tak niewinnie? Spędziliśmy rok w klasie praktycznie nie zwracając na siebie uwagi. Ja się go wręcz bałam, pisaliśmy może z kilka razy i to głownie o to, co jest zadane w szkole. A on nawet nie zwracał na mnie swojej uwagi, ba, my nawet "cześć" sobie nie mówiliśmy. No cóż, traktowaliśmy się bardzo neutralnie, chyba bardziej już się nie dało.
W drugiej klasie się zaczęło zmieniać, ale też gdyby mi ktoś wtedy powiedział, że będziemy razem - wyśmiałabym go. Dosłownie. Ale nie ma co się mi dziwić, tak było.
A najlepsze z tego wszystkiego jest to, że połączyła nas w sumie pani od angielskiego. Przyszła nowa profesor, zupełnie nas nie znała. Dała się wkręcać dosłownie we wszystko. Raz siedzieliśmy razem z Matim na angielskim i leżał oparty o moją rękę, na co pani od razu z pytaniem "o, jesteście razem?" a my jednogłośnie dla żartu "tak.". Wkręcaliśmy ją tak przez cały czas.
Aż później u mnie przeradzało się to w coś więcej, szybko ufam, szybko się przywiązuję i potrafię mocno kochać. Ale czy wtedy było to zakochanie? Nie, to było coś podobne do zauroczenia, zafascynowania nim. I zaczęłam się bać. Bać tego, że za bardzo się w to wszystko zaangażuję, a nie spodziewałam się, że mogłoby to być odwzajemnione. Z dnia na dzień coraz bardziej mi zależało, próbowałam tego nie pokazywać, ukrywać to.. ale z każdym kolejnym przytuleniem, z głupim złapaniem za rękę czy nawet trzymanie jego dłoni na moim udzie sprawiało że hm.. byłam szczęśliwa? Tak, na pewno to coś w moim życiu zmieniło.
Mieliśmy tylko wkręcić nauczycielkę, zrobić głupi i niewinny żart. Pamiętam moją wiadomość "żebyśmy się tylko sami w to nie wkręcili".
Ale moje obawy co do tego nie były słuszne, Już wtedy mi na nim zależało, już wtedy chciałam być jeszcze bliżej niż byłam, niż mogłam być.. Wiecie jak cudownie się poczułam, gdy pierwszy raz powiedział mi że mnie kocha? W sumie słyszałam to już wcześniej, ale to nie takie prawdziwe, totalnie szczere uczucie. A teraz? Teraz oboje jesteśmy w sobie zakochani po uszy. Oboje chcemy być tak blisko, jak się da. Oboje chcemy siebie.
Nigdy bym nie pomyślała, że tak to właśnie będzie. No kocham Go niesamowicie mocno.
Macie czasem takie momenty, kiedy uważacie siebie za totalnie brzydkie, jesteście bez tapety, w potarganych włosach i starej koszulce i przychodzi ktoś, kto wam mówi, że i tak jesteście piękne?
To własnie Mati.
Macie tak, że jesteście kompletnie beż humoru, pokłóciliście się z kimś a przychodzi ktoś kto pomimo waszego "nie mam ochoty" wyciągnie was z domu i poprawi humor?
To właśnie Mati.
Macie tak, że gdy jesteście chore, nie wychodzicie z domu to nagle w drzwiach pojawia się ktoś z różą i ulubionymi żelkami?
To właśnie Mati.
Macie tak, że gdy jesteście okropnie głodne, ktoś oddaję wam swoje jedzenie mimo, że sam jest głodny?
To właśnie Mati.
Macie tak, że gdy leżycie oglądając film, ktoś przytuli was do siebie bardzo mocno i pozwoli tak zasnąć, a ty czujesz się zupełnie bezpieczna?
To właśnie Mati.
Macie tak, że gdy nikt nie może jechać na koncert twojej idolki kilkanaście czy kilkadziesiąt kilometrów od domu i znajduję się ktoś, kto chce?
To właśnie Mati.
Macie tak, że gdy powiecie, że chciałybyście pojechać na weekend do Sopotu to znajduję się osoba, która was tam zabiera?
To właśnie Mati.
Tak, to Mati.