Przejdź do głównej zawartości

toksyczność.



Jest już koniec listopada a mnie wciąż tu nie ma. Nie wiem  nawet co mnie dziś skłoniło do zerknięcia w tę kartę.. Może ta próbna rozszerzona matura z j. polskiego, którą dziś napisałam? Może ta pyszna herbatka ziołowa, którą codziennie piję bo oczyszcza organizm i działa uspokajająco? Może to, że gdy jedną rękę właśnie trzymam w lampie robiąc hybrydy to drugą nie mam co robić? Może to, że dziś nikomu nie chcę się wyjść i siedzę w domu? Może. Jedna wielka niewiadoma.

Tak właśnie zaczęłam pisać notkę.. jak zwykle coś mi przerwało. Witam was już w grudniu! 


Dlaczego życie zaskakuję nas w najmniej oczekiwanym momencie? Dlaczego dostajemy kopniaka w dupę akurat wtedy, gdy jest najgorzej? Kłócąc się jesteśmy w stanie mało zdziałać a mimo tego wciąż to robimy. Zadajemy ból naszym przyjaciołom, nie będąc tego do końca świadomi. Przecież nikt z premedytacją nie chciałby czyjegoś cierpienia (no, może z wyjątkiem ludzi odstających od norm).
Ale nie działa to z jednej strony, bardzo często to właśnie my jesteśmy ofiarami tego mechanizmu.
 Wydaje ci się, że znasz swoją przyjaciółkę od podszewki. Przecież poznałyście się w podstawówce. Już od tylu lat się wspieracie, odwiedzacie, razem spędzacie urodziny i wakacje. Jesteś pewna, że możesz z nią „konie kraść”. Czasem jednak zdarza się coś w waszej relacji, że zaczynasz wątpić, czy aby na pewno można tak na niej polegać. Czy to faktycznie przyjaźń do grobowej deski? Czy to rzeczywiście bezinteresowna pomoc? A może masz do czynienia z toksyczną przyjaciółką?


Każdy z nas potrzebuje przyjaciół. Człowiek jest istotą, która potrzebuje wsparcia. Szuka „bratniej duszy”, chce mieć „przyjaciela od serca” – człowieka bliskiego, z którym mógłby porozmawiać na każdy temat, wyżalić się ze swoich trosk, doradzić, pośmiać, przed którym nie musi się wstydzić swoich łez, wad ani słabości. Prawdziwi przyjaciele często rozumieją się bez słów, lubią spędzać ze sobą wolny czas, inspirują się wzajemnie do nowych działań, czerpią radość ze wspólnie przeżytych chwil, akceptują siebie nawzajem w stu procentach bez względu na decyzje, wybory, sukcesy czy porażki. Potrafią też konstruktywnie skrytykować.

Wierny i oddany przyjaciel służy zawsze bezinteresowną pomocą, nie chcąc nic w zamian oraz cieszy się szczęściem przyjaciela bez żywienia urazy, zazdrości czy poczucia bycia gorszym. Czasem jednak zdarza się tak, że przyjaciel okazuje się być pseudo-przyjacielem. Podobno częściej takimi osobami są kobiety (statystyki, nikogo tu nie wyróżniam "bo tak").



Coraz częściej obijają mi się o uszy słowa  „Boże, chroń mnie od fałszywych przyjaciół, bo z wrogami jakoś sam sobie poradzę” i z przykrością, wszyscy się z tym zgodzą.
Gdy mamy styczność z wrogiem, od razu w naszej myśli pojawia się linia obrony, wiemy, czego mniej więcej się spodziewać i nie pójdzie jego ruch na naszą korzyść, Niestety, w przypadku tych pseudo-przyjaciół tego nie ma - mamy pewność (powinniśmy ją mieć, jeśli uważamy kogoś za przyjaciela), że nie stanie nam się krzywda. Ta nasz linia ochrony jest minimalna, a nawet wręcz jej nie ma. No bo kto musiałby się bronić przed przyjacielem? Niestety, za szybko ufamy.


Mało ludzi wokół siebie mogę nazwać przyjaciółmi. Ale mam te kilka osób, które były i wciąż są obok.
Skończyłam 18 lat, skończyłam zupełnie beztroski świat, o którym nic nie wiem i teraz mam wpływ na wszystko, co się dzieję. Sama decyduję o tym, kto jest w moim życiu a komu po prostu podziękuję, wiedząc i poznając, jaki jest. To nie tak, że skreślam kogoś od tak, zawsze daję szansę.




A co nowego u mnie? Powiem wam, że najgorzej to nie jest. Ale nie chcę zapeszać, bo zaraz pewnie będzie dużo gorzej. Koniec semestru zbliża się wielkimi krokami, każdy stara się jakoś wyciągnąć te swoje oceny. Powtórki do matury również lecą bardzo szybko.
A dziś oddawałam krew. Tak - ja, osoba, która mdlała od zwykłego pobrania krwi i od razu robiła się blada - oddałam dziś aż tyle krwi! Niesamowite, ale jestem z siebie dumna.
Kończę prawo jazdy, jestem już po wszystkich jazdach i idę na egzamin. Proszę, trzymajcie kciuki, dam znać jak mi poszło!
Niedawno przyszedł mi bilet na koncert Ariany, kolejny powód do szczęścia. To normalnie, że prawie popłakałam się na wieść o koncercie i zobaczeniu biletu w ręce? Cieszę się ogromnie, że tam będę!
Jeszcze dwa tygodnie szkoły, damy radę.

Luv, Ari (czy też Sarowa jak większość woli), buziak




A Daria dwa dni temu miała swoje urodzinki, więc jeszcze raz wszystkiego najlepszego! <3