Właśnie dlatego kocham wakacje, kolejna wycieczka życia zaliczona.
O 2:17 mieliśmy pociąg z Łodzi do Władysławowa i byłoby całkiem w porządku gdyby nie to, że za chwilę pokazała się informacja o 35 minutowym opóźnieniu, a jak się okazało później - opóźnienia mieliśmy 70 minut.
Wyszłam z domu w krótkich spodenkach, mając nadzieję, że będzie ciepło i teraz mega dziękuję Kamilowi, że wziął mi moje długie spodnie, bo chyba bym tam zamarzła.. Już w pociągu się przebrałam, bo było tak zimno a co dopiero już we Władysławowie.
Na dworcu czekali na nas Kuba z Krzyśkiem, z którymi jechaliśmy aż do Sopotu, bo oni tam wysiadali.
Na dworcu czekali na nas Kuba z Krzyśkiem, z którymi jechaliśmy aż do Sopotu, bo oni tam wysiadali.
Hitem tego wszystkiego jest to, że w sumie połowę drogi spędziliśmy na korytarzu w pociągu, kilka stacji przejechaliśmy zamknięci w wagonach z sypialniami a resztę w przedziale na rowery, ahahaha, ale tam było akurat najbardziej okej, bo można się było położyć i chociaż na godzinę zasnąć.
Tak w sumie, spędziliśmy jakoś około 50 godzin bez snu, nie wliczając w to właśnie tej jednej drzemki, która trwała niecałą godzinę bo zaraz potem wstaliśmy.
We Władysławowie byliśmy jakoś około godziny 11, więc spokojnie zdążyliśmy pójść do ocean parku, zjeść coś, naładować telefonu i stwierdziliśmy, że dobrze by było pójść na dworzec kupić bilety powrotne..
A wiecie co się okazało? Że miejsc w pociągu już nie ma i nie mamy jak wrócić, no czad po prostu..
No trudno.. okazało się że Maciek z Darią też wtedy nie mają powrotnego, bo do Gdynii jedziemy razem tym samym pociągiem i tam mamy przesiadkę. Stwierdziliśmy, że w razie czego po prostu kupimy bilety u konduktora i już, przecież z pociągu nas nie wyrzuci jak już ruszy.
Połaziliśmy tam jeszcze trochę po tym ocean parku, zjedliśmy pizzę i jak już widzieliśmy, że Saszi przyjechała to poszliśmy pod scenę.
Pierwsze rzędy nasze, wiadomo.
Nawet nie wiecie, jak my się ucieszyliśmy gdy powiedziano, że Saszan jednak zaśpiewa pierwsza.
Jezu, pogoda się tak zepsuła, zaczęło padać, było tak mega zimno, że to ze zmianą kolejności było najlepszą wiadomością, jaką nam przekazali, na prawdę.
Koncert już sam w sobie był najlepszy, jak zwykle Saszan dała z siebie wszystko, co najlepsze.. właśnie na to czeka się marznąc całymi dniami i ma to sens!
Saszi w tych krótkich spodenkach i krótkiej koszulce musiała tam zamarzać ale cóż, wystroiła się jak Bijons to tak ma ahahah
Wspomniała o nas ze sceny, że ma tu grupkę osób, które jeżdżą za nią wszędzie i są zawsze.
"Połączyła nas osoba" tradycyjnie odśpiewane!
Łzy w oczach przy "dla was" również się pojawiły.
Po koncercie Saszan do nas wyszła, robiła zdjęcia z wszystkimi, rozdawała autografy, na prawdę było mega.
Cholernie się cieszę, że podeszła do mnie i mnie przytuliła.. Tak za tym tęskniłam, tak mi tego brakowało, na prawdę. Kocham ją z całego serduszka.
Mega się cieszę, że pojechałam bo poznałam dzięki temu Darię i Maćka, z którymi spędziliśmy dzień i pół nocy już w maku na dworcu ahahah, jechaliśmy razem pociągiem i ogólnie czad.
Mega spoko ludzie!
Dziwnie nam było się pożegnać i smutno troszkę, bo przez tak krótki czas zdążyliśmy się wszyscy zgrać.
Tęsknie.
#Maciekniepij ♥
Spotkam się z nimi już 31 lipca, tak!
Najgorsza była już sama podróż do Łodzi, bo teoretycznie bez miejsc siedzących.
Przez jakąś godzinę spaliśmy w przedziale, do którego później wpadła jakaś kolonia i musieliśmy im zejść, później siedzieliśmy na korytarzu. Na całe szczęście konduktor później zalazł nam miejsca i chociaż mogliśmy jakoś wygodnie usiąść.
Ale ogólnie, kocham takie wycieczki, mimo, że mega męczące..
było najlepiej, dziękuje!

























































