Przejdź do głównej zawartości

zakończenie wakacji - Częstochowa!

Wakacje zakończyłam w pięknym stylu, 
spotykając się z najważniejszymi ludźmi w moim życiu. 


W przeciągu ostatniego tygodnia wiele rzeczy się zmieniło i jestem w ogromnym szoku, jak wiele można się dowiedzieć o człowieku gdy się tylko z nim pokłócimy. 
Znaczy, zawsze gdzieś tam w podświadomości było wiadome, że tak to właśnie działa. Przyjaźnisz się z kimś  tyle czasu, jest dla ciebie tą najważniejszą osobą a tu wystarczy mała spina i wbije ci przysłowiowy nóż w plecy. 


Czasami zdumiewają mnie nadinterpretacje przez ludzi moich słów, opisów wydarzeń, historii. Okazuje się, że pewne osoby poszukują głębszego sensu tam, gdzie go nie ma, dorabiając własną filozofię, a tam gdzie jest głębszy sens – zdają się całkowicie nie pojmować sedna sprawy. 
Na szczęście te pewne osoby to nie wszyscy, cieszy więc fakt, że znajdują się gdzieś na świecie i tacy ludzie, co rozumieją. 
Nie lubię też jak ktoś wypowiada się pochopnie, oceniając mnie (oczywiście źle) po pozorach. W ogóle to głupota żeby tak całkiem oceniać kogoś, nie znając go dobrze. 
Jednak, co z tego, że pewne rzeczy mnie denerwują, skoro i tak nie można ich zmienić?


Ten ostatni weekend miał potoczyć się zupełnie inaczej, ale pewne plany uległy zmianie. 
Nie do końca z mojej winy, ale wcale nie żałuję, że wyszło właśnie tak. 
Na wiele rzeczy spojrzałam troszkę inaczej, do niektórych się bardziej przekonałam a co do innych to wręcz przeciwnie - mój entuzjazm do nich zmalał bardzo krytycznie. 

Ale poznałam wiele świetnych ludzi, z którymi tylko kojarzyliśmy się z saszanators a nie mieliśmy wcześniej nawet okazji pogadać. 
No i znowu spotkałam się z Fikusiem! Na prawdę mega, że przyjechał do Częstochowy bo już się za nim stęskniłam. 
Miałam okazję też pogadać chwilkę z Patrykiem, zrobić zdjęcie, przytulić.. mega! 



Na miejscu w Częstochowie byłam już około 9, a na dworcu czekał na mnie Fiki i Natalka. 
Poszliśmy do maka zjeść śniadanie i czekaliśmy aż przyjedzie Szymon i Kasia, z którymi byliśmy umówieni.
Spędziliśmy mega dzień razem, czekając na koncerty. 
Po drodze wpadliśmy na jakieś piwo, coś do jedzenia.. 
Hit dnia? Paulina sikająca w męskim kiblu w kfc, bo w damskim za duże kolejki ahahahah!





Po tym koncercie na prawdę zaczęłam wierzyć, że karma wraca, gdy Szymon wrzucił mnie w krzaki po czym sam w nie wpadł i mega się przy tym podrapał. 

Po koncercie Saszan miałam tak mega zdarte gardło, że nawet nie próbowałam śpiewać na Dawidzie, bo i tak by mi to nic nie dało (chociaż i tak w niektórych piosenkach nie mogłam po prostu stać i nie zaśpiewać chociaż jednej zwrotki) 

Mega, na prawdę mega się cieszę, że mogłam przytulić Saszan.. pojechałam tam z myślą "walić to zdjęcie, przecież mam już dużo, chcę tylko mieć ją w swoich ramionach" i się udało. 

Marzenia się nie spełniają.
Marzenia się spełnia. 





Dziękuję wszystkim, którzy sprawili, że ten dzień był wyjątkowy.
DZIĘKUJĘ ♥