Zarzekają się, że nigdy Cię nie zostawią. Że zawsze możesz na nich liczyć..
Właśnie w momencie, gdy nasze życie schodzi w dół, nie potrafimy odbić się od dna i jest po prostu źle, osoby, które miały być zawsze, nagle znikają.
Natomiast gdy wzbijamy się na sam szczyt, odnosimy jakiekolwiek sukcesy - pojawiają się jak gdyby nigdy nic i wbijają się znów do naszego życia, typowe.
Słuchając snapchata Magdy, doszłam do wniosku, że mogłabym poruszyć troszkę ten temat z mojej perspektywy. (btw. Dziękuję Madziu za cudowną bransoletkę!)
Dlaczego ludzie tak szybko od nas odchodzą? Tak z dnia na dzień przestajemy być dla nich ważni czy może nigdy nie byliśmy? Odchodzą bez słowa. Dlaczego bez większego powodu nie chcą mieć z nami już kontaktu, nie chcą się do nas odzywać czy spotkać?
Mówię tu o osobach, z którymi łączyło nas jakieś uczucie, z naszej strony wydawało się dość silne..
Tak. To może być wtedy, kiedy facet rzuca kobietę albo kobieta faceta. Przestają dzwonić, pisać. Koniec. Było fajnie, może nawet bardzo i nagle takie bum. Ona lub on odchodzi. Nie wiemy, dlaczego. Nie wiemy, co zrobiliśmy nie tak, czy czymś zawiniliśmy.
Czasem jest tak, że wiemy o co chodzi, wiemy, że w czymś zawiniliśmy i ktoś nas opuszcza, bo na to zasłużyliśmy. Ale bywa tak, że nie wiemy, o co chodzi.
Nie mamy pojęcia, dlaczego zostaliśmy porzuceni.
Ale nie musi to być tylko i wyłącznie w przypadku miłości, zauroczenia. Może chodzić tu również o przyjaźń.
Ludzie mają dość dziwny zwyczaj. Najpierw starają przyzwyczaić nas do siebie, zupełnie tak, żebyśmy bez nich czuli się puści w środku, jakby brakowało nam jakiegoś fragmentu. A później nas zostawiają. Bez zbędnego pożegnania..
Długo wahałam się nad tym,, czy mogę tu to opisać. Mając świadomość, że blog czytają osoby z mojego bliskiego otoczenia, które mogą pewne rzeczy wykorzystać, ale cóż..
Do pewnego czasu miałam w życiu osobę, która była zawsze. Wszystko mijało, a on nadal był przy mnie.. Zawsze znajdywał dla mnie chociaż chwilę czasu. Kiedy było mi naprawdę ciężko mogłam się do niego zwrócić. Pozwalał mi mówić i słuchał jak nikt inny. Był takim jakby moim wykrywaczem złych ludzi. Jeżeli kogoś nie zaakceptował to znaczyło, że ta osoba mnie zrani. I dokładnie za każdym razem tak było..
Teraz już go nie mam, a nawet jeśli jest między nami jakiś tam kontakt, to wiem, że nie mogę od tak wziąć telefonu i do niego zadzwonić. Podejrzewam, że nawet nie chciał by mnie wysłuchać tak jak kiedyś. Bo już go nie interesuje.
Bardzo często zasypują mnie myśli dlaczego tak się stało.
Nie byłam ważna dla tej osoby, dlatego też opuściła mnie bez słowa? Może nawet miała na początku dobre intencje. Jednak po jakimś czasie doszła do wniosku, że traci czas. A to, co nieważne, traktujemy przecież w „nieważny” sposób. Dla kogoś nieistotnego nie warto tracić czasu. Po co więc zbędne wyjaśniania, które zajmują czas?
Byłam czymś w rodzaju zabawki? A te, jak wiadomo, zwykle porzuca się tak po prostu i bierze nowe.
Zranilam na tyle mocno, że chce zranić mnie równie mocno? To w sumie naturalny odruch – ty mi tak, to i ja tobie tak. Albo i mocniej. Podejmowanie decyzji pod wpływem emocji, niekiedy ogromnych, powoduje, iż postępujemy nieracjonalnie, nietaktownie, nierozsądnie, nie fair. To tak jak w czasie kłótni – często ludzie są wściekli i mówią, a nawet krzyczą, wypowiadają niewybredne słowa, żeby rozładować negatywne emocje. Jak bardzo trzeba się pilnować, żeby nie powiedzieć wtedy zbyt wiele. A przecież nie zawsze jest to możliwe. I tak pod wpływem emocji, chęci zemsty, skrzywdzenia, które tak naprawdę, „na trzeźwo” nie przyszłyby nam do głowy, odchodzimy. Szybko, boleśnie, bez słowa. A potem? A potem jakoś tak głupio się cofnąć i to naprawić, prawda?
Płaczę kiedy to piszę. Czuję się jak głupia, bo wycieram na szybko łzy, żeby nikt ich nie widział. W sumie to płaczę już któryś raz. Mój najlepszy przyjaciel mnie zostawił. Odszedł ode mnie..
Ale kiedy ktoś odchodzi to nie po to, abyśmy za nim szli..