Przejdź do głównej zawartości

podsumujemy?

Zwlekałam trochę z tym postem, chciałam się upewnić czy rzeczywiście będę musiała napisać pewne rzeczy i czy aż w tak wielkim stopniu zmieniło się parę spraw w moim życiu. 
Najważniejsze jest podejście, a dzisiaj mam złe.. 




Już tak chyba z milion razy wspominałam, że nienawidzę dni, w których wszystko mi całkowicie nie wychodzi. Życie jest piękne, człowiek jest zadowolony, uśmiechnięty, dobrej myśli i nagle, bo przecież nie może być zbyt cudownie, całą radość szlag trafia – pojawia się pełno irytujących problemów i takowych ludzi. 
Nowy rok, a podobno miało być tak pięknie.
 Pewnie narzekam, bo jestem przemęczona. Zawsze w stanie przemęczenia wszystko jak na złość układa się nie tak i każda rzecz bardziej wyprowadza mnie z równowagi. Trudno się dziwić skoro jakieś dwa dni pod rząd spałam w sumie 6 godzin. Dla mnie to dość mało, pomimo tego, że bardzo często sypiam tak krótko ze względu na wczesne wstawanie do szkoły. Niektórzy ludzie zawsze są wypoczęci i nawet po tak krótkim czasie snu tryskają energią – ja do nich nie należę. Za mało śpię i od razu mam worki pod oczami, jakby bledszą cerę i widoczne wkurwienie na mordzie. Mnóstwo rzeczy do zrobienia, a brak sił i ochoty żeby popchnąć to całe gówno naprzód..




Była śliczną, miłą, dobrą dziewczynką z wariacko zakręconymi włoskami. Trochę rozrabiała, taki mały łobuziak łażący po drzewach z kolegami.  Lecz jej świat składał się z dobra i miłości, wiary w szczęście i Boga, z uwielbienia dla życia. Lata, miesiące, dni mijały a ona wciąż była radosna i nawet jak miała jakiś problem, a czasem życie serwuje nam naprawdę trudne sytuacje- nie poddawała się i nigdy nie myślała o śmierci.. Gdzie ona teraz jest? Gdzie?
Dziewczynka zamieniła się w kobietę. I opuściło ją całe szczęście, a z czasem również i wiara w lepsze jutro. Zamiast miłości do ludzi i Boga, w jej sercu pojawiła się nienawiść i pretensje. Bo nienawiść to właściwe słowo dla opisania tego stanu, który teraz czuję. Wiem, że to straszne bo ja naprawdę wszystkich lubię, ale.. jestem sama - przez całe życie ścierałam się, w pocie czoła, pomagając innym, będąc dobra i miła. I co miałam w zamian? Nic. Nigdy też niczego nie żądałam.. Ale ostatnio potrzebuję czyjegoś zrozumienia i po prostu okazuje się, że nie mogę go uzyskać, bo wokół mnie są sami potencjalni wrogowie.






Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem czemu tak się dzieje. Czemu wszystko przypomina w moim życiu wyblakłe, puste strony z obszarpanej książki. Wszystkim się udaje, tylko nie mi..



Teoretycznie nie powinnam na to wszystko aż tak narzekać. Czasem mam takie dni, w których po prostu usiądę na tyłku i zastanowię się nad tym, czy życie rzeczywiście ma jakiś sens, ukryty cel, czy warto do czegoś dążyć. 
Kilka sytuacji z ostatniego czasu dało mi dużo do myślenia i uwierzcie, zazdroszczę każdemu, kto takowych problemów nie posiada.. Mimo, że większość osób zna mnie właśnie z mojego ulubionego "a w dupie to mam" to patrząc na to z mojej strony, tak na prawdę w dupie nie mam nic. 
Jestem osobą, która przywiązuję się do ludzi bardzo szybko. Trudno mi później zostawić kogoś od tak, nawet jeśli zrani mnie po raz pięćdziesiąty piąty, ja i tak mu wybaczę i do niego wrócę, bo nie potrafię żywić do kogoś urazy. Nie cierpię też tracić "przyjaciół". Ja myślałam, że nimi są, oni się po prostu mną bawili i w przeciągu tego roku na prawdę dużo takich osób się posypało i teraz nie mamy żadnego kontaktu.. 


Ale..  rok 2015 zdecydowanie należał do mnie. 
Nie jestem dumna z każdej rzeczy, którą zrobiłam ale zdecydowanie niczego nie żałuję. 






Największe "dziękuję" kieruję w stronę Saszan, inaczej być nie mogło. 
Dzięki niej w 2015r pokonałam tyle kilometrów z internetowymi przyjaciółmi. Dzięki niej poznałam osoby, bez których nie wyobrażam sobie teraz normalnego życia. Mam ziomków, którzy są zawsze, nawet jeśli nie mamy najlepszego kontaktu, gdy tylko dzieję się u mnie coś złego to właśnie od nich pierwszych widzę wiadomość "ziomek, co się dzieję?" i za to jestem cholernie wdzięczna. Moje wakacje były najlepsze właśnie dzięki niej, byłam w tylu miejscach, do których normalnie bym nie pojechała, gdyby właśnie nie ona. I myślę, że jak już ktoś gdzieś mnie poznał to wyrobił sobie o mnie w miarę dobrą opinię. A bynajmniej mam taką nadzieję. 






Wchodzę w 2016 bez pewnych osób, wciąż z moimi przyjaciółmi, którzy zawsze są obok. 
Mam nadzieję, że z uśmiechem na twarzy. 




Postanowienia noworoczne? Mam kilka. 
Najważniejsze z nich- być szczęśliwą. W końcu, bezgranicznie. 
Reszta z nich jest mniej ważna, ale mam je tam gdzieś w sobie, jeśli jakieś spełnię- dam znać!







Trzymam za Was kciuki w tym nowym roku. Mam nadzieję, że najlepiej przeżyliście 2015 i równie dobrze (a nawet i lepiej) przeżyjecie 2016. 
Dziękuję za wszystko, kocham Was, Ari