Ostanie cztery dni spędziłam kompletnie nic nie robiąc. Leżałam w łóżku i oglądałam TV, a jedyne, co się zmieniało, to pomieszczenie, w którym leżałam. Źle robi dla mnie mnóstwo wolnego czasu, w którym muszę leżeć. Za dużo wtedy czasu na głębsze przemyślenia.
Wiem jedno: jest zimno.
Cholernie zimno, a dla mnie w szczególności. Nigdy nie lubiłam ujemnej temperatury za oknem. Nigdy nie jarał mnie pierwszy śnieg czy wychodzenie na górkę jako dziecko i zjeżdżanie na sankach. O nie, jestem typem osoby, która mogła by cały rok prażyć się w temperaturze 35 stopni. Jedyne, co sprawiało mi frajdę, to prawdziwy kulig, który robiliśmy całą wsią, gdzie ciągnął nas wujek traktorem a my na workach jechaliśmy za nim. Ale przełamałam się dziś i wyszłam na zdjęcia. Jest ich strasznie mało, bo prószy śnieg, który co chwilę wpada gdzieś w obiektyw czy akurat natrafiał tak, że całe oko miałam zakryte. Ale nic, coś zawsze jest a ja się nawet cieszę, bo nie musiałam długo marznąć.
Za dużo myślę.
Bezsilność to chyba najgorsze, co może kogoś spotkać. Obojętnie z jakiego powodu występuje, w każdym przypadku jest tak samo frustrująca. Stan permanentnej, denerwującej i zarazem osłabiającej niemocy. Możliwość jedynie oczekiwania na dalszy rozwój akcji. Koszmar dla niecierpliwych. Sylwetka człowieka z rękami, które dawno już opadły w geście bezsilności…
Istnieją miliony powodów tego stanu. Dla mnie najgorszym z nich są pseudo - przyjaciele.
Ludzie, których się ma, ale jednocześnie się nie ma, tak można to ująć.
Niby otacza Cię tłum takich wspaniałych przyjaciół, wszyscy uważają, że jesteś fajna, uwielbiają Cię, żartują z Tobą… Rozmawiają, chwalą, doceniają… Ale kiedy tylko znikasz z ich pola widzenia zapominają o Tobie. Rozpraszają się na wszystkie strony świata a Ty zostajesz sama. Pozostajesz tylko Ty i nuda lub problemy. Tylko Ty i bezsilność wobec miliona zjawisk. Nikt ci nie pomoże, bo być może nie jesteś z nimi związana jakąś niezwykle mocną nicią przyjaźni. Nikt nawet nie zaprosi Cię na imprezę, choć wszyscy ciągle będą podkreślać ile dla nich znaczysz. Zwyczajnie jakbyś nie istniała. A na twoim ewentualnym pogrzebie wszyscy będą kadzić czułe słówka, jak to ważną osobą dla nich byłaś.
Jeszcze gorsi są pseudo – przyjaciele egoiści.
To typ ludzi bardzo popularny. Tęsknią za Twoim towarzystwem, ale tylko dlatego, że potrzebują w danym momencie człowieka do wygadania się itp., a nie z powodu zwykłego lubienia Cię. I takie osoby trują Ci dupę ubarwiając swoje egoistyczne pobudki w przepiękne słowa skierowane niby ku Twojej chwale. Nikogo nie obchodzi co u Ciebie słychać, ani żadna twoja potrzeba też się nie liczy, bylebyś przyszedł. Do tej samej grupy ludzi zaliczają się wiecznie mówiący indywidualiści. Znacie takie osoby, które przerywają wam w momencie gdy jesteście w połowie opowiadania jakiejś historii, albo nie słuchają was bo uważają wasze słowa za głupie? Taka postawa „ja wiem najlepiej”, bez obserwowania chociażby reakcji innych. Czasami ręce mi opadają, bo choć znam mnóstwo fajnych ludzi, to są wśród nich osoby, które powinno się wyeliminować z kręgu znajomych. Ale nie można tego zrobić i jedyną opcją, jaka zostaje, jest bezsilność.
No i samotne weekendy..
mimo wszystko, coś mówiło więcej,
gdy byliśmy blisko siebie, splatało ręce.