Ostatnimi czasy wszystko mnie przerastało, nie miałam chwili dla siebie czy czasu, żeby spokojnie nad wszystkim pomyśleć. Natłok myśli, które wiązały się stale z poprawianiem ocen w szkole nie dają spokojnie funkcjonować. Starałam się za wszelką cenę wszystko poprawić, żeby nie zostać z żadną jedynką na koniec roku i o dziwo mi się to udało!:) Jeszcze w czwartek rano byłam kompletnie załamana oceną niedostateczną z podstaw przedsiębiorczości i faktem, że po południu zamykają system i nie można już zmieniać ani poprawiać ocen. Jednak pani uzupełniła jeszcze oceny, dostawiając piątkę z doradztwa zawodowego co totalnie podniosło mi średnią i wyciągnęło na dwójkę!
I w tym samym momencie, gdy ocena już się poprawiła, dziewczyny zaczęły na grupie spamować, że w sobotę w dzień dobry tvn będzie Saszan.. Chyba nie myślałam nad tym zbyt długo, ogarnęła mnie tak silna tęsknota za nią, za jej słowami do mnie, za przytuleniem jej.. Wiedziałam, że zjawię się wtedy w Warszawie, wiedziałam, że pojadę tam choćbym miała jechać sama.
No i jak to ja, szybko ogarnęłam jakąś osobę, która by ze mną pojechała. Całe szczęście, że Miałkowska (hahahah, sorki:*) chciała jechać, miała czas i rodzice jej pozwolili. Więc nie pozostało mi nic innego jak spakować w torbę aparat, telefon i zdjęcia z Rudą i zapytać rodziców, czy mogę jechać. To ostatnie zrobiłam dzień przed wyjazdem bo dobrze wiedziałam, że się zgodzą.
I pojechałyśmy!:)
Pociąg miałyśmy dość wcześnie, bo aż o 6:30, wstałam około 4 a na dworcu byłam 10 minut przed odjazdem naszego pociągu. Ale zdążyłam! Victoria już tam na mnie czekała, więc kupiłyśmy bilety i bite 2 godziny spędziłyśmy siedząc w pociągu. Z początku miałyśmy cały przedział tylko dla siebie, potem zaczęli się do nas dosiadać ludzie, którym szczerze współczuję bo oni "spali" a my cały czas gadałyśmy, hahaha, ale to już ich problem, nie było nigdzie zakazu rozmawiania.
O 8:45 byłyśmy na dworcu centralnym w Warszawie, więc miałyśmy sporo czasu na dojście do studia. I na całe szczęście wpadłyśmy na kilka paruw z Wawy, które wiedziały jakim autobusem pojechać, bo inaczej byłabym skazana na przejście kilometra z buta.
Bardzo długo czekaliśmy aż Saszan wystąpi w ddtvn i zaśpiewa na końcu programu. Ale gdy już do nas zeszła, powitaliśmy ją śpiewaniem i prześcieradłem, które zrobiła Iza z napisem "Saszan, Saszanators Team". Pomysł świetny, Saszan uśmiechnięta, a o to chyba chodziło.
A później jedna, wielka, totalna dzicz. Współczuję Rudej, na prawdę, nie miała nawet miejsca, żeby spokojnie ustać. Ha, ale pamiętała mnie. Nic jej nie mówiłam o tym, że przyjadę. I przywitała mnie "ooo jest i Zdrajca z Łodzi". (Btw. Saszi, już nie jestem zdrajcą, zmieniłam znów profilowe na to zdjęcie z Tobą!) Udało mi się wziąć autograf na zdjęciach, na odwrocie mi Ruda jak zwykle coś namazała, zamieniłam z nią kilka słów, zrobiłam kilka zdjęć i wyszłam z tego tłumu, gdzie praktycznie nie dało się oddychać. To samo zrobiła Miałkowska i poszłyśmy do Patryka trochę z nim pogadać, bo nie spodziewałam się, że i on tam będzie. Gdybym wiedziała, wzięłabym z domu jego płytę. Ale tęskniłam za nim i cieszę się, że znów mogłam go przytulić.
Po spotkaniu z nimi poszłyśmy do złotych coś zjeść, ja podkradałam prąd ładując telefon bo w pociągu nie było takich luksusów, jakimi są kontakty, chyba że w toalecie, ale nie marzyło mi się spędzić tam podróży, więc musiałam się jakoś poratować. Połaziłyśmy po centrum handlowym, poszłyśmy trochę pochodzić po Warszawie, porobić trochę zdjęć i praktycznie wróciłyśmy do Łodzi o jakiejś 18.
Na prawdę świetnie jest się wybrać do Warszawy chociaż na jeden dzień, oderwać się od tej szarej rzeczywistości i nie myśleć totalnie o niczym, polecam każdemu, mimo że wiążą się z tym pewne koszty, jeśli mieszka się dalej.












