Przejdź do głównej zawartości

Nowy Rok - 2015 - go! :)

page 2 of 365

Najbardziej w świętach denerwuje mnie to, że wiąże się z nimi dość dużo dni wolnych, w których nie wiadomo co robić. Po kilku dniach spędzonych z rodziną, czy w jakiś aktywny sposób, chcąc nie chcąc, człowiek może zacząć się nudzić. I jak tak mam. Niby powinnam zrobić wiele rzeczy, mam mnóstwo zaległości w szkole, a oczywiście nie zrobiłam niczego. Nie zdarzyło się jeszcze, żebym kiedykolwiek w czasie ferii czy dni wolnych, zaczęła się uczyć. Zawsze robię sobie listę wszystkich rzeczy, z którymi mam się uporać – i w ogóle nie idę naprzód z robotą… lista tymczasem pokrywa się kurzem, albo znika w tajemniczych okolicznościach. W okresie przerwy świątecznej również nie nadrabiam wszelkich braków w aktywności na polu towarzysko – blogowo – korespondencyjnym, ponieważ zwyczajnie odrzuca mnie od komputera. Mam ochotę wychodzić na miasto i spotykać się z przyjaciółmi albo nic nie robić poza czytaniem książek bądź oglądaniem TV (na tym właśnie mija mi czas). Cieszę się, że już niedługo dni wolne się kończą. Odnoszę wrażenie, iż dla większości ludzi nowy rok wiąże się ze zmianami, z chęcią poprawiania siebie, ze stawianiem sobie celów przyświecających pójściu naprzód. Okres kilku ostatnich dni w starym roku jest tymczasem próbą rozliczenia siebie, zbadania, co się w nim wydarzyło, co zrobiliśmy, co powinniśmy zmienić… Czasami wychodzi z tego jedna wielka bzdura. Niektórzy stawiają sobie na nowy rok jakieś całkowicie absurdalne cele do wykonania typu „Rzucę palenie”, oszukując samych siebie, że naprawdę to zrobią. I potem w większości przypadków nic z tego nie wynika, postanowienie szybko załamuje się. Bo przecież, jeśli ktoś naprawdę pragnie rzucić palenie, to może się zmotywować nie korzystając z opcji „z powodu nowego roku”, ta chęć powinna być taką motywacją samą w sobie. Co się u mnie zmieniło przez ten rok czasu? Niewiele. Wkroczyłam, co prawda, na ścieżkę samorealizacji i rozwijania siebie. Towarzysko – nie mam na co narzekać, dużo znajomych, przyjaznych ludzi, parę bliższych przyjaciół. Spędziłam dzięki nim cudowne urodziny. Wakacje, na które zawsze czekam cały rok, które wiążą się dla mnie z przeżywaniem przygód, szaleństwem, miło spędzonym czasem i odpoczynkiem – okazały się dla mnie mega pozytywne. Udało mi się spotkać Dawida kilkadziesiąt razy i kilka razy Saszan, co wspominam najlepiej z wakacji. Zmieniłam kolor włosów w ostatnim roku, na różowy, ale to nie ma znaczenia: kolor włosów zawsze sobie można zmieniać, jak rękawiczki. W ostatnim roku oczywiście zdążyłam zawieść się na niektórych osobach, jeszcze inne się na mnie poobrażały, ale zamiast nich pojawiły się nowe, lepsze. W życiu tak już jest, że w miejsce starych przyjaźni powstają nowe. Ale nigdy nie zamienię przyjaźni z Karolą, na inną. To najlepsza przyjaźń, jaką miałam w życiu. Czasami, na różnych etapach swojej egzystencji, potrzebujemy różnych osób, pasujących nam w danym momencie. Bywa, że te osoby potrzebują nas. Czasami zaś zmieniamy się my sami, a nie nasze potrzeby – i wtedy przyjaźń z kimś może się rozpaść. Szybko jednak pojawi się następna. Ktoś może mi zarzucić, że to brzmi tak egoistycznie: coś istnieje, kiedy jest potrzebne, a potem nagle zostaje odrzucone albo samo się kończy, ale takie właśnie jest życie. Trzeba też zaznaczyć, że przyjaźnie to nie to samo, co małżeństwo, czyli związanie się (bądź tylko próba) z kimś na całe życie. Mają prawo umierać, wypalać się, kończyć. W ostatnim roku dużo narzekałam na pewne osoby. I w tym nowym roku mam jedno postanowienie, które już zaczęłam wcielać w życie pomimo tego, że to głupie, niedorzeczne i pewnie niewykonalne: zamierzam przestać wkurwiać się na bliskie osoby, a przynajmniej głośno manifestować swoje pretensje i żale. Ponieważ z czasem złość mi mija, w jej miejsce pojawiają się wyrzuty sumienia, których nienawidzę, a ludzie, którym się „spowiadałam” ze swojej złości lepiej pamiętają przyczynę mojego narzekania niż ja sama – nie dostrzegając pozytywów moich bliskich denerwujących mnie czasami osób.













 (nie mam nowych zdjęć z Karolą, żal, smutek i bół, ale nie odbiera ode mnie telefonu) 

Byłam dziś porobić zdjęcia. W sumie nawet jestem z nich zadowolona, ale kompletnie nie potrafiłam się ogarnąć. Na jednym się szczerze, na drugim latam jak głupia a na jeszcze innym śpię (noworodek, tak?), ale cóż, jest kilka, które nadają się do czegokolwiek, więc je wam tu wrzucam. 











Kończę, bo przyszła mama i się drze od progu, że mam iść sprzątać, jezu, zero wolności. 

Przypomniało mi się, jak ostatnio jechaliśmy z tatą gdzieś samochodem, jakiś facet na CB radio pyta "jak mnie słychać" a inny mu odpowiedział "bardzo dobrze, jak teściową w przedpokoju" hahahah, dokładnie tak jest z moją mamą! :)
Trzymajcie się x