Przejdź do głównej zawartości

bądź przyjacielem a nie kimś, kto odwróci się

Jedną z rzeczy, jakie najbardziej mnie denerwują, jest wścibstwo innych osób.
 Żyję sobie w miarę normalnie na moim małym osiedlu. Nie robię żadnych nadzwyczajnych rzeczy, a ludzie powtarzają sobie wciąż jakieś niestworzone historie. Staruszki nic nie robią, oprócz siedzenia w domu i wypatrywania przez okno „co to się dzieje na tym bożym świecie”. Najbardziej denerwują mnie sąsiedzi- „Czy ona ma chłopaka”, „A gdzie się uczy”, „Widziałaś tego chłopaka Józefo, może to nie tylko kolega?”. Tak naprawdę zwisa mi to, co sobie wszystkie te hieny pomyślą na mój temat. 


Problem pojawia się dopiero kiedy wścibscy zaczynają być znajomi, „koleżanki” i „koledzy” myślący, że można wpieprzyć się w czyjeś życie, wdeptując w nie swoimi brudnymi buciorami i zostawiając po sobie ślady. Podchodzi do ciebie taka znajoma i obrzuca cię świdrującym i podejrzliwym spojrzeniem. Ze słodkim uśmiechem na ustach, wdzięcząc się wcześniej przez dziesięć minut, nagle poważnieje i zagaduje: „Czy mogę ci zadać intymne pytanie?”. Oczywiście w mojej głowie pojawia się błyskawiczna odpowiedź:” Spierdalaj. Zajmij się własnymi sprawami. Co cię to obchodzi? Po cholerę chcesz mi zadawać jakieś osobiste pytania. Powinnaś się leczyć.” No ale wiadomo, sztuka dyplomacji bywa ciężka, nie można udzielić takiej informacji swoim znajomym, bo po co niepotrzebnie robić sobie wrogów.. Więc równie poważnie odpowiadam: „Nie, nie można”. I w tym momencie widzę jak oczy koleżanki robią się coraz węższe, przypominają już szparkę, usta zaciskają się w gniewnym wyrazie i wiem, że muszę jakoś powstrzymać jej bezpodstawną złość zanim mnie zgnębi całkowicie ta hiena. „No dobrze, możesz zadać, ale mam nadzieję, że nie będzie to „aż tak intymne” pytanie..”- odpowiadam, uśmiechając się. I nagle, jakby doszło do ósmego cudu świata: oczy dziewczyny szeroko się otwierają, już ledwo panuje nad sobą, prawie nie może złapać tchu (no chyba, że ktoś jest wprawiony w swoim fachu, wtedy zachowuje lodowatą obojętność). W końcu odpowiada, z zatroskanym wyrazem twarzy i szelmowskim uśmiechem na ustach „Nie, no coś ty, nie będzie. Tak się tylko chciałam ciebie zapytać: Z iloma facetami spałaś?”. Hmm.. w tym momencie wyjmuję scyzoryk i wbijam go jej w ten cholerny uśmiech, w ten pusty wyraz twarzy. Marzenia.. :) Więc, staram się opanować niebezpieczne odruchy i przybierając równie szelmowską pozę mówię ” Przepraszam, ale to chyba nie twoja sprawa”. W tym momencie rozmowy zazwyczaj ci mniej wścibscy wycofują się i ewentualnie obrażają na jakiś czas. Gorzej jeśli ma się do czynienia z panią „Musiejącąwszystkowiedzieć”, wtedy następuje ciąg dalszy „fascynującej” rozmowy. Przesłuchania ciąg dalszy:  "No czemu nie chcesz powiedzieć?- dziewczyna przybiera pewną siebie, wręcz wrogą pozę- Ja wiem, jesteś dziewicą. Tak, na pewno. Teraz już wiem, nie musisz nic mówić”. Aż brak mi tchu z żalu nad jej głupotą, patrzę się z politowaniem na „koleżankę” i mówię „Ja? No coś ty, ja spałam ze wszystkimi. Puszczam się z każdym: obojętnie czy to sprzedawca ze sklepu, czy kolega z uczelni. Józek, Franek czy Boguś- wszyscy są moi. Albo nie, powiem ci jeszcze lepiej: Tak, jestem święta! Wyznaję zasadę „seks dopiero po ślubie”"- no i tu moja rozmówczyni robi zdziwioną minę (chyba myśli, że ma do czynienia z wariatką ). Zazwyczaj wtedy kończy się to „maglowanie”, roześmiana i rozczarowana zarazem dziewczyna odchodzi. Szkoda, że zrozumienie faktu, iż nie zamierzam jej nic powiedzieć na temat mojego życia osobistego, zajmuje jej około 15 moich cennych minut.


Wczoraj był na prawdę fajny dzień. Spotkałam się z Karolą, z którą nie widziałam się już dłuższy czas (nie licząc 5-minutowych spotkań na przystanku, wracając ze szkoły). A potem zupełnie przypadkiem spotkałam w manu Kanie. Nie, to nie był przypadek, sama mu kazałam wbijać hahaha, ale nie sądziłam, że mnie posłucha. 



Ogólnie, odliczamy z Kanią do niedzieli (#6dni!). 
Aż wsiądziemy rano do pociągu i podbijemy Warszawę! Jeju, będzie czad! Musi być. 



Łódź na koncercie zrobi rozpindor, to już jest pewne a Saszi jest tego świadoma. Mam nadzieję, że Igor zorganizuję jakiegoś meeta. Fajnie byłoby znowu Rudą przytulić. W sumie dawno jej nie widziałam i już za nią troszkę tęsknię. 


Siedzę dzisiaj w domu. Miałam śmieszną wymówkę żeby tam nie iść ale cóż, nie jest to z mojej winy, a mojej mamy. Tyle razy jej od czwartku powtarzałam, żeby wyprała mi w końcu mundur. A skąd, i tak zapomniała. No to cóż, w brudnym przecież nie pójdę, a spódniczki jakoś nie mam za bardzo zamiaru zakładać. Więc ostatecznie została mi opcja siedzenia w domu. Nie żebym narzekała... 



W sobotę pojechałam z Victorią do Warszawy. Cóż, to miasto jest moje, jestem tak ostatnio tak często, że równie dobrze mogłabym stamtąd nie wracać. Będą w Warszawie jest na prawdę świetnie. A gdy tylko wsiadam do pociągu, wracając do domu - jest najgorzej. 



Tak strasznie nie lubię stamtąd wyjeżdżać, 
dopada mnie wtedy taka wielka pustka, że nie da się jej opisać. 



Strasznie się ostatnio jaram piosenką Dawida - szkoła. 
W porównaniu do tego filmu, ta piosenka na prawdę ma sens. 

"Zabawa może trwać po świt,
chyba właśnie tego chcesz. 
Bądź przyjacielem a nie kimś, 
kto odwróci się." ♥