Niedziela.
08 marca.
RSP Tour.
Warszawa.
Najlepszy dzień od dłuższego czasu.
Wstając rano około 7, przeczuwałam, że może to być jeden z najlepszych dni w życiu. Ale nigdy nie przypuszczałam, że aż tak zajebisty! To, co się działo tego dnia przechodzi wszelkie pojęcie i na prawdę, nie da się tego opisać, bo po prostu brakuje słów..
Rano wbiliśmy z Kanią na dworzec około 9 bo mieliśmy mieć o 9 coś pociąg, ale jak przystało na polskie PKP intercity, pociąg przyjechał około 11! Kurde, spędziliśmy ponad 2 godziny na tym zimnym dworcu, na którym jest więcej ptaków niż ludzi, hahaha, serio!
Ale gdy już wsiedliśmy do pociągu, mogliśmy odetchnąć z ulgą. Mieliśmy jeszcze czas na porobienie jakichś zdjęć zanim wyruszyliśmy i posprawdzać czy jakikolwiek kontakt w tym pociągu działa, na nasze nieszczęście - nie, żaden nie działał.
Podróż trwała około dwóch godzin, i mieliśmy cały przedział dla siebie. W sumie, to chyba sami sobie tak załatwiliśmy głośną muzyką czy śniadaniem z Saszan ahahaha, tak, poważnie!
Ale gdy już wysiedliśmy z pociągu i wylądowaliśmy na dworcu centralnym, udaliśmy się do Złotych Tarasów! Być w Wawie a do nich nie wejść to coś, czego nigdy nie zrozumiem.. Spotkaliśmy się tam z Klaudią i Julią, a potem z Kubą i jego kolegą, bo musiałam się ich zapytać jak trafić pod klub bo kompletnie tego nie ogarniałam :D Ale cóż, w sumie jak się później okazało nie było to wcale potrzebne. Wbiliśmy coś zjeść na restaurację a tam Kania zgubił bilet na koncert trzymając go w łapie, tak, wcale nie żartuję, zgubił bilet! Chociaż znalazł go po jakichś 10 minutach to i tak zdążył narobić paniki. Alee nic, bilet się znalazł a my znaleźliśmy Martynę, której tata zgodził się nas podwieźć pod sam klub.
Uwielbiam te wszystkie chwile, które spędziliśmy pod klubem czekając na koncert. Te uśmiechy wszystkich, tą radość, przytulasy, buziaki, czekanie na lajki od Saszan aby sprawdzić kto wygrał meeta, zdjęcia, które sobie robiliśmy, idiotyczne miny, hamburgera, którego dostałam od Ali...
"To co było nie wróci, choć czasem mam nadzieję"
Łapcie zdjęcia spod klubu:
To śmieszne w jak krótkim czasie potrafię przywiązać się ludzi, a potem za nimi cholernie tęsknić:(
Około 17 zaczęli nas powoli wpuszczać do klubu. Szatnia, numerek, oddanie swoich rzeczy i pod scenę. Gdy ja tam weszłam było już około 3 rzędów i myślałam, że będę rzeczywiście stała gdzieś z tyłu, ale na szczęście Ola i Iza wpuściły mnie pomiędzy siebie i stałam w pierwszym rzędzie, na prawdę jestem im mega wdzięczna za to..
(Cześć Ala! ♥)
Zanim zaczął się koncert śpiewaliśmy, śmialiśmy się, ćwiczyliśmy "połączyła nas osoba", i odliczaliśmy.. Aż w końcu Saszi pojawiła się na scenie. Tak, to było niewiarygodne. Ta sama dziewczyna, która jeszcze nie dawno nagrywała swoje covery, stała przede mną na scenie, miała swój własny koncert i śpiewała piosenki ze swojej płyty. Jestem z niej tak cholernie dumna, że nie da się tego opisać.
Na piosence "Dla Was" ryczałam a gdy na "Rehab" Saszan podeszła do mnie i trzymała mnie za rękę, nie mogłam już powstrzymać łez, dobrze, że miałam obok siebie najlepszych ludzi, to jakoś się trzymałam na nogach.
Po koncercie łzy same mi płynęły, wiedziałam, że to już koniec.
Wiedziałam, że muszę zostawić tu w Warszawie i nie tylko cudownych ludzi.
Wiedziałam, że dotrze to do mnie dopiero na drugi dzień.
Wiedziałam, że skończy się to depresją pokoncertową.
Ale nie myślałam, że aż tak bardzo..
Mam nadzieję, że spotkamy się na następnym koncercie w tym samym składzie bo na prawdę mega tęsknie za wszystkimi:(
Kocham Was.
Dziękuję za tak cudownie spędzony dzień, było najlepiej.
Poznań jest nasz! ♥























































