Przejdź do głównej zawartości

Celebrity Splash - #Saszan! ♥


 Multum wiadomości, które brzmiały "Ari, wygrałaś!", "kochanie, udało Ci się!" dotarły do mnie 11 marca. Z początku nawet nie miałam pojęcia, co się dzieję, co się stało no i przede wszystkim - co do cholery wygrałam? 
Ale cóż.. długo nie trzeba było szukać, bo znajomi czy saszaniaki oznaczali mnie w postach, że wygrałam wejściówki na celebrity splash. Że tam będę, że wesprę Saszan również fizycznie i zobaczy, jak wiele dla mnie znaczy. Mogłam wziąć dodatkowo jedną osobę, bo wejściówki były podwójne, więc.. 


W piątek wieczorem wybraliśmy się z Kanią na dworzec. Matko boska, wiecie ile to czasu zajmuje ogarnięcie wszystkiego i dopięcie na tak zwany ostatni guzik? Nie wyobrażalnie dużo. Najpierw poszliśmy na kaliski, ale pociągiem podróż do Poznania nie dość, że trwała ponad 5h to wyniosło by nas to grubo ponad 35 zł za osobę w jedną stronę, więc nie miało to sensu. No to cóż, poszliśmy ogarnąć co i jak z polskim busem. I rzeczywiście, kupiliśmy na niego bilety, były dużo tańsze niż pociąg a w busie mieliśmy dodatkowo działające kontakty i bezpłatne wifi, co jest wielkim plusem.





Wyjazd z Łodzi mieliśmy już o 10:35 a na planowany przyjazd na miejsce był około 13:30. 
I tak też było, żadnego spóźnienia, żadnych nie miłych niespodzianek, ciepło i ogólnie brak skarg z mojej strony. No, pomijając fakt, że Kania pokazał mi filmik Miłka na insta "Żegnam Warszawę - witam Poznań!", przysięgam, śmiałam się z tego dobre 30 minut i o mało co nie udławiłam się ciastkiem, które wtedy jadłam. Ught, nigdy więcej takich filmików! 








W Poznaniu byliśmy już około 13:30 więc z czasem staliśmy na prawdę dobrze. O dziwo, myślałam, że to miasto będzie bardziej trudniejsze do ogarnięcia ale wcale tak nie było, szybko znaleźliśmy przystanek tramwajowy i wsiedliśmy w 14, która dowiozła nas do City Center(?) gdzie połaziliśmy po sklepach, zjedliśmy coś, zamówiliśmy 4 hamburgery na wynos i wbiliśmy do starbucks'a, bo Kania na uparte chciał kawę. Pomimo, że była jakaś dziwnie gorzka to nawet dobra, no, i mają świetne to kubki (fajnie się je potem gryzie!) 










Wychodząc z centrum spotkaliśmy 3 dziewczyny, jak się potem okazało również Saszaniaki, ale cóż.. Z początku tego nie wiedziałam, więc jedną z nich ogólnie zjechałam bo jej coś tam wystawało, a potem jak wspomniałam coś o Saszi zaczęły o mnie gadać, ha! Połowa sukcesu to ludzie, którzy mówią o tobie, prawda? Tak też właśnie było, ale one jakoś do gustu to mi nie przypadły. 
Wsiedliśmy w tramwaj 8 i dojechaliśmy już pod same termy, spotykając w tramwaju dwójkę dziewczyn, które też jechały kibicować Saszan. Poznań to w sumie małe miasto! 






Będąc już w środku najpierw posiedzieliśmy troszkę na trybunach, obejrzeliśmy generalną próbę (już ostatnią) skoku Saszi do wody i wyprosili nas z trybun abyśmy udali się wszyscy po opaski na ręce. 


Dostaliśmy niebieskie, bo byliśmy z prawej strony "z klubu fanów Saszan". Odłożyliśmy kurtki do szatni i weszliśmy już na trybuny. W życiu bym nie pomyślała, że jest tam tak mega gorąco. Momentami na prawdę nie dało się wytrzymać, bez czegokolwiek w dłoni, co służyłoby do wachlowania nie dało się tam wysiedzieć. 
Gdy już to wszystko się zaczęło, ekipa nagrywała wstęp do CS i zakończenie, które w TV było puszczane dużo później, nie na żywo. Mówili nam, kiedy mamy klaskać, kiedy buczeć, że mamy się świetnie bawić, i tak też zrobiliśmy.. 










Wiecie, co było gorsze od temperatury  w środku? Zdecydowanie oświetlenie.. No, robieniu zdjęć to ono nie sprzyjało zupełnie, ale jakoś daliśmy radę. 
I się zaczęło! 
Po kolei każdy z uczestników wykonywał swój skok, a my klaskaliśmy, śpiewaliśmy, krzyczeliśmy, że dadzą radę i się przy tym najlepiej bawiliśmy. 



Ale kiedy nadszedł już ten jeden z najważniejszych skoków, gdy miała skakać Saszan emocje na prawdę wzięły górę. Dosłownie, mam wrażenie, że stresowałam się bardziej na tych trybunach, niż Saszi tam na górze, stojąc na wieży.. 
Ale udało się! Jak zawsze pokazała, że może wszystko i jest najlepsza. 25 pkt to serio dużo i jestem z niej cholernie dumna, że przeszła dalej nie musząc startować w dogrywce. 






Trzymaliśmy kciuki bardzo mocno, wpieraliśmy krzykami, wysyłaliśmy sms'y i się udało! :) 


A gdyby tego było mało, mój filmik został pokazany w TV, jak wspieram Saszi. 
"Trening czyni mistrza" 



Dziękuję wszystkim, którzy mi w tym pomogli, pisali, że powinnam wygrać, to dla mnie na prawdę bardzo dużo znaczy! 
No i dziękuję znów, za jeden z kolejnych najlepszych dni w życiu. 
Poznałam mnóstwo Saszaniaków, tym razem z Poznania, i dużo z nich jest na prawdę mega! 

Ten rok jest mój. 
Ten rok jest nasz.