Dziś jest najgłupszy dzień w roku. Nigdy nie zrozumiem tego „święta” i, zanim zacznę się rozpisywać na ten temat, proszę wszystkich zakochanych o nie obrażanie się na mnie...
14 luty - Dzień zakochanych, kolejne głupie i komercyjne święto nie mające sensu i odzwierciedlenia w naszej polskiej tradycji. Uwielbiam i znam wielu zakochanych ludzi. Zawsze miło jest popatrzeć na te ich czułe spojrzenia, namiętne pocałunki, gesty świadczące o wzajemnym poszanowaniu i miłości... Szczerze mówiąc niech sobie świętują walentynki ile tylko się da, ale czy każde spotkanie i codzienne rozmowy nie powinny być takim „świętem” dla nich? Ja wiem, każdy pretekst jest dobry, żeby jakoś się spotkać w nieco innym klimacie, scenerii.. ale bez przesady. Pewnie ktoś może mnie oskarżyć o to, że nienawidzę walentynek bo jestem samotna. To nie jest prawda. Oczywiście, mam dość wyłącznie swojego towarzystwa i zapewne bardzo potrzebuję faceta. Przyznaję się, że jak do tej pory spędzałam walentynki według. mojej „tradycji", czyli po prostu randka z whisky (nie ma to jak małe, nastrojowe spotkanie przy świecach z Jackiem Danielsem ;-) z oglądaniem łzawych i często nudnych komedii romantycznych)... Ale robiłam to, bo byłam nieszczęśliwa, a wszyscy znajomi mieli inne plany od moich na 14 lutego... Mało tego, skoro już się spowiadam to powiem też, że nienawidzę wychodzenia z domu w ten idiotyczny dzień. Wszędzie naokoło jest pełno obmacujących się parek, kobiet obdarowanych kwiatami i facetów koniecznie usiłujących wyrwać jakąś „dupeczkę” bo 14 lutego to przecież dzień miłości (no cóż. różnie można to słowo rozumieć, znam ludzi, dla których liczy się tylko fizyczny aspekt tego słowa).
Denerwuje mnie to cale komercyjne zamieszanie, cholerne serduszka z czekolady w cukierniach, popieprzone promocje w super marketach. Wszędzie sprowadza się miłość do towaru, którym można kogoś obdarować. A przecież uczucia nie trzeba wyrażać poprzez kupienie np. 4 metrowej, tandetnie różowej poduszki - serca, by zaimponować ukochanej. Straszne jest to wszystko. Wędrując po sklepach jeszcze bardziej czuję się samotna, ale bynajmniej nie wpływa to na moją ocenę walentynek. Bo ja, gdybym była z kimś związana, to oddawałabym cały mój świat temu mężczyźnie. Codziennie, każde spotkanie, krótki dialog czy też długa rozmowa, byłyby dla mnie nie tylko okazją do radości i „świętowania” ale też spełnieniem marzeń. Nie oczekiwałabym jakichś idiotycznych prezentów z okazji 14 lutego, bo już samo spotkanie z ukochanym byłoby dla mnie olbrzymim podarunkiem losu. Niepotrzebne są jakieś dziwne scenerie towarzyszące widzeniu się z ważną dla ciebie osobą, cale te romantyczno-komercyjne brednie, jak np. kolacja w ekskluzywnym lokalu... No owszem można pójść, ale trzeba zdawać sobie sprawę, że prawdziwym wyrażaniem swoich uczuć jest pomaganie sobie nawzajem, wspieranie się w trudnych momentach i docenianie wartości partnera każdego dnia w roku, a nie tylko 14 lutego...
Dzisiejszy dzień spędziłam w domu. Ale cóż, nudą tego nazwać nie mogę. Nagrywałyśmy z Patrycją "tag: kto ma większe cycki?", który jest już wrzucony na youtube, ale podeślę wam link na końcu notki.
Ile my miałyśmy przy tym śmiechu, to się nie mieści w głowie, hahah, większość scen musiałam po prostu wycinać i od razu usuwać, aby przypadkiem nie ujrzały światła dziennego. Ale wyszło w miarę czad.
Ledwo co ale do mojej podświadomości powolutku dociera fakt, że kończą mi się ferie. Możecie mi powiedzieć, jak do cholery to się mogło stać? Przecież jak ja sobie pomyślę, że w poniedziałek rano (w mundurze!) muszę lecieć do szkoły i wstać o 5 rano to poważnie odechciewa mi się żyć. Mam tylko nadzieję, że jutro uda mi się wyjść gdzieś na miasto czy do manu, bo nie chcę spędzić ostatniego dnia mojej cudownej wolności w domu..
A poza tym, mówiłam wam już się zastrzelę?
Nie? To właśnie wam o tym mówię.
Jak ja mogłam zapomnieć o mojej wczorajszej rezerwacji na "50 shades of Grey"?
Nie wierzę czasem w swoją głupotę....
"Gdy spojrzę w twoje oczy wiem,
że nie chcę już niczego szukać."
i łapcie na koniec naszego filmaska! :) miłego oglądania.