Przejdź do głównej zawartości

nudzi Ci się? - oceń kogoś.

Walczą o swoje prawa. 
Bezlitośnie wybijają się w górę, dzikie, nieujarzmione, pewne siebie. 
Możesz starać się je zatrzymać, powstrzymać, spłaszczyć by zapomniały o tym, że mogą się wznieść, pokonując wszelkie bariery... ale nie zatrzymasz ich.
 Feministki? 

Nie, chodzi o moje pieprzone włosy :) 
Ile wysiłku wkłada się w ułożenie tego badziewia. Nie wiem czemu słyszę od różnych ludzi, sąsiadów, staruszek, że one są takie piękne i ładnie same się układają… 
Czy oni nie mają oczu? Ni to proste, ni kręcone. Puszyste i nieokiełznane. Jeśli Bóg chciał w ten sposób pokazać moją nieujarzmioną i waleczną naturę, to udało mu się to całkowicie… Obdarował mnie czymś dziwnym… I to coś dziwnego próbuję zmieniać poświęcając czasem dobrych parę godzin na wyprostowanie lub skręcenie ich.


Zdumiewa mnie ten trend, panujący w naszym społeczeństwie, polegający na ocenianiu innych – bez posiadania jakiejkolwiek wiedzy na temat osobnika, o którym się rozmawia. Sprawa jest prosta: nudzi ci się, oceń kogoś! 
Zgodnie z tym jakże przykładnym tokiem rozumowania okazało się, że wszystkie kobiety uwielbiające zabawę, piwo i rozrywkowe towarzystwo, muszą się puszczać. Bo przecież żadna szanująca się kobieta nie może pójść do klubu i wypić parę piw, tak robią tylko nierządnice i wyznawczynie teorii „Carpe diem” w zbyt dosłownym jej znaczeniu, oddające się mężczyznom przy byle okazji i z byle powodu..
 W nowoczesnym modelu społeczeństwa najwyraźniej ciągle istnieje powrót do systemu wręcz feudalnego i chęć pokazania, że dobra panna powinna: umieć gotować, myć naczynia, sprzątać, przynosić kapcie, nie wypowiadać głośno swoich poglądów (a jedynie przytakiwać rozmówcy) i broń boże nie żartować...
 O ja bidulka.. skoro jeden z moich kolegów, uważający się za niezwykle inteligentnego i "simply the best", wychodzi z założenia, że kobieta korzystająca w jakikolwiek sposób z życia od razu musi oddawać swoje ciało byle frajerowi lub, co najmniej, być alkoholiczką lub ćpunką – to ja mam przerąbane jak Pinokio w krainie termitów. 


Wróciłam wczoraj od babci. Miałam tam siedzieć trochę dużej ale cóż, mój organizm by tego nie wytrzymał. Pogadałam trochę z moim jednym z braciszków i tego, czego się dowiedziałam chyba nie zapomnę. Ja do tej pory nie mogę w to uwierzyć i zaczynam coraz bardziej przekonywać się, do czego mój brat jest zdolny. Ale.. to chyba u nas rodzinne. 
Wiedziałam, że dobrze mi zrobi oderwanie się od tego wszystkiego. Miałam słaby zasięg więc rzadko weszłam na fb czy inny portal społecznościowy. Ale miałam dużo czasy dla starych znajomych! Odwiedziłam panią Lidkę, która jak zwykle miała milion rzeczy do powiedzenia a skończyło się na tym, że wstała i zaczęła mi robić kluski na parze z jabłkiem, hm, nie żebym narzekała, bo je uwielbiam. Przy okazji wpadłam też do Norberta, z którym jak zwykle trochę się powydurniałam. Gdyby nie fakt, że wiem ile ma lat, dałabym mu znacznie mniej sądząc po jego chęci do zabaw hahaha, ale ze mną wcale lepiej nie jest. 
Ale skoro już jestem w domu muszę się wybrać w przyszłym tygodniu do kina, bo obiecałam Justynie, że z nią pójdę na te Pingwiny. W międzyczasie wylecę do klubu któregoś dnia no i Karola wbija do mnie na noc, w końcu się zobaczymy! 









Pogoda na dworze zachęca totalnie do wszystkiego. Jest takie świetne słońce, że pomimo chłodu i tak można wyjść bez kurtki porobić zdjęcia a przy okazji jest dobre światło. 
Przypomniało mi się, że gdy byłam ostatnim razem w Cabarecie, zgubiłam Patrycji koszulę. Znaczy byłam pewna, że zostawiłam je na którymś z krzeseł barowych ale gdy próbowałam jej poszukać nad ranem, nie przyniosło mi to pozytywnego skutku. No cóż, Pati mi łeb ukręciła ale chociaż kupiła sobie nową koszulę ale uprzedziła mnie gdy tylko wyszła ze sklepu: "a tylko spróbuj ją założyć do jakiegoś klubu, a nie żyjesz". Okej, okej, postaram się nie zapomnieć, bo jestem jeszcze młoda i chciałabym dożyć chociaż do mojej osiemnastki. 










A tymczasem ustawiłam sobie nowy budzik, czad, dużo lepiej mi się teraz wstaje. ->