Przejdź do głównej zawartości

takie życie;)

Nikogo nie ma. 
Martwe figury woskowe uwięzione w szponach snu.
 Gdzieś rozbrzmiewa cisza. Bo może rozbrzmiewać. Pierwszy raz w życiu dopadło mnie tak silne uczucie. Czas leczy rany, wybaczamy komuś wszystkie podłości by potem dać się znowu sfrajerować. Wiem o tym, a mimo to tęsknię za paroma osobami. Szkoda, że potrafili wszystko zepsuć, krzywdzić. Ten cierń bardzo głęboko wdarł się w moje serce. Pamiętam o tym przy każdym tytoniowym wdechu zatruwającym mnie i skrócającym moją egzystencję. Widzę uśmiechnięte twarze, pięknych ludzi, wyglądających na szczęściarzy. Cholerne zdjęcia. I to uczucie, że coś przeminęło, skończyło się. I rozczarowanie, że im wszystko przychodzi tak łatwo a ja nie mogę i nie chcę zapomnieć. Tak to już właśnie jest. Wolna i szczęśliwa a czasem sama i samotna. Nie należy robić sobie żadnych złudzeń: nikt o mnie nie pamięta, nie myśli… Nie pragnę tego, nie żądam, ale bywają takie noce kiedy jest mi smutno. Nie mogę zasnąć, wspominam albo zastanawiam się nad pewnymi sprawami. Jestem tworem wszystkich znanych człowiekowi wad, a mimo to w życiu układa mi się tak, że cały pech wynika z winy innych. To dobijające, bo choć wiem, że nie zasługuję na zbyt wiele dobrego, to przecież dlaczego mam zasługiwać na nieprzyjemności, wieczne rozczarowania...
 Wiem, że po czytaniu tych moich pesymistycznych wypocin skrzywicie się i nigdy nie uwierzycie w to, że jestem wesoła, uśmiechnięta, radosna. Lubię noc. Jednak wieczorami jestem bluzką wywróconą na drugą stronę. Wszystkim na opak. Przeciwieństwem. Nigdy nie dzielę się takimi przemyśleniami z osobami bliskimi, po co mam kogokolwiek martwić czy skazywać na zanudzenie… Niech sobie myślą, że nie mam takich zmartwień, nie będę wyprowadzała nikogo z błędu. Jedni piją, drudzy ćpają, a ja nie śpię i podtruwam się kolejnymi papierosami. Taki life-style. Nie spodziewać się po mnie niczego lepszego… w gruncie rzeczy podoba mi się takie życie, widocznie tak miało być...
 A ja postaram się więcej, przynajmniej przez jakiś czas, nie zasmucać...





Jutro jadę na tydzień do babci, na wieś. W sumie to się cieszę. Odetchnę od wszystkiego. Pewnie dlatego nie pojawi się żadna nowa notka, wątpię, czy znajdę na nią czas. Zdjęcia porobię więc nadrobię wszystko w przyszłym tygodniu. Chociaż i wtedy mnie nie będzie w Łodzi. Jak zawsze wszystko na spontanie. Miałam teraz nie jechać na wieś, ale babcia do mnie dzisiaj dzwoniła, czy nie przyjadę, co się nie zdarza często, bo jestem nie do zniesienia. Ale jadę! W drugim tygodniu pojadę na trochę do Aleksandrowa a w międzyczasie do Poznania i Gdańska na podpisywania płyt Rudej. Już sobie postanowiłam, więc tam będę :) Być może wybierzemy się jeszcze z Kanią do Szczecina. Się pożyję, się zobaczy :D W środę się wybieram do kina na Pingwiny z Madagaskaru i 50 twarzy Greya, a już po feriach na Snpongebob'a.